• English

Kołyma Krzysztofa Szafrana

0

W styczniu i lutym uczestniczyłem w ekstremalnej wyprawie „Extreme North Expedition”  na północny wschód Rosji w dorzeczu rzeki Kołymy, znanej z bogatych złotonośnych złóż i najcięższych łagrów Gułagu. Był to trzeci etap samotnych wypraw Marcina Gienieczki, znanego już obecnie na świecie podróżnika ekstremalnego.(zobacz zdj.nr 1 u dołu strony)  Jego głównym atutem są samotne wyprawy – najtrudniejsze z trudnych, wybiera miejsca dzikie i odległe. Upodobał sobie Północ . Przewędrował prawie całą Kanadę i Alaskę, pływał po dzikich rzekach canoe i pontonem. Spotykał różnych ciekawych ludzi, żyjących gdzieś daleko od cywilizacji. Opisał to w dobrze  zilustrowanej książce – „Pokonać siebie”.

Głównym zadaniem wyprawy ( w której części uczestniczyłem)  było przejście zimowe od oceanu do oceanu w czasie trwania największych północnych mrozów spadających często poniżej – 60 0C. Dokonał tego Marcin Gienieczko, Polak z Kętrzyna,  dotarł tam, gdzie jeszcze chyba nie było Polaka – na wyspę Ayon – Ocean Lodowaty. Wetknął w skały i lody małą flagę polską którą mu dałem i szczęśliwie wrócił do Polski!.(zdj.2)

Mój udział w wyprawie polegał na przygotowaniu organizacyjnym i zabezpieczeniu ekspedycji w najtrudniejszym jej odcinku, dorzeczu rzeki Kołymy.(zdj.3) Jak trafiłem do zespołu Marcina? Bardzo prosto, znalazł mnie przez Internet, zatelefonował, spotkaliśmy się i już – jedziemy na Kołymę.

Muszę tu nadmienić, iż jestem zafascynowany Daleką Północą – nie mylić z Syberią. W odległych już, dla współczesnych młodych ludzi latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pracując w Instytucie Lotnictwa organizowaliśmy wspólnie z kolegami spływy kajakowe po pięknych rzekach polskich. Przy ogniskach rozprawialiśmy wielkich przygodach. Jednym z marzeń graniczącym wówczas z cudem , było zorganizowanie spływu którąś z rzek Syberii. Mnie się udało – osiemnaście lat temu pierwszy raz wyjechałem na Siewier, na Kołymę – i zaraziłem się wspaniałą przyrodą, ciekawymi ludźmi innym światem. Zawsze chciałem Tam ponownie pojechać. (zdj.4)

Na początku roku Marcin zorganizował zgrupowanie przed wyprawą, na którym szczegółowo omówiliśmy trasę. Przyjechał też do Miłomłyna Michael Strandberg, podróżnik szwedzki, który w 2007 roku przez dziewięć miesięcy przebywał na Kołymie. Za ten wyczyn Król Szwecji odznaczył go medalem.  Przybyli też inni znani ludzie realizujący północne wyprawy.  Wydawało się, że wszystko zaplanowaliśmy, a jednak życie brutalnie zweryfikowało nasze plany – było naprawdę ekstremalnie.(zdj.5)

A  tak wyglądała trasa mojego udziału w tej skrajnie trudnej zimowej wyprawie na daleką północ – Magadan, Jakucja , Czukotka.
1.    Samochodem przez Kijów do Moskwy  2 dni
2.    Pociągiem transsyberyjskim do Chabarowska  6 dni
3.    Samolotem do Magadanu  1 dzień
4.    Pieszo po zamarzniętej zatoce Nagajewa  2 dni
5.    Poduszkowcem po morzu ochockim  1 dzień
6.    Samochodem do Siejmczanu  3 dni
7.    Pieszo po rzece Siejmczan do łagrów 3 dni
8.    Pieszo po rzece Kołymie  2 dni
9.    Kamazem do Zyrianki  5 dni
10.    Buranem po rzece 2 dni
11.    Samolotami przez Jakuck do Moskwy 3 dni
Łącznie przebyłem około 25 tysięcy kilometrów.

Najtrudniejsze w czasie tej wyprawy było pokonanie mrozu. Cały dzień marszu w temperaturze od -43 do -500C skrajnie wyczerpuje organizm. Ciągnięcie sań ważących ponad 120 kg pozwala przemieszczać się z prędkością około 2 km/h. Zbawienna jest spotykana na brzegach rzek  chatka rybacka lub myśliwska nazywana tam izbuszką, w której można się ogrzać i wysuszyć zalodzoną odzież. Po dotarciu do takiej pustej izbuszki ekstremalne też jest rozpalenie ognia w piecu. Pomocna jest benzyna. Często w izbuszkach spotyka się miejscowych myśliwych lub rybaków. Wtedy jest bardzo dobrze. Zawsze przyjmą i nakarmią rybą lub dziczyzną. (zdj.7)
Kilkudniowa podróż samochodem – kamazem w ciasnej kabinie, przez góry, korytami rzek, po zupełnych bezdrożach, śpiąc na siedząco i pilnując kierowcę, aby nie zasnął, też daje trochę adrenaliny. Najważniejsze jest, żeby silnik nie stanął, z innymi trudnościami można sobie poradzić. Przy – 500 C zamarzają szyby i nic  nie widać, a jechać trzeba. W korytach rzek tworzą się naledzi, w które niektórzy kierowcy wpadają.(zdj.6)
Przejażdżka buranem – skuterem śnieżnym, to też ostre przeżycie. Osobiście przejechałem około osiemdziesiąt kilometrów po rzece. Jazda z prędkością 15 km/h w 40 stopniowym mrozie jest cholernie mocna. Po godzinie zadajesz sobie pytanie – ZA CO!!  Wszystko zamarza. Wydaje się, że lepiej już iść pieszo. Jazda w metalowej skrzyni za buranem w tak zwanej  piena (to nie są sanie) – też jest mocna. Każda część ciała narażona jest na  odbicia i odmrożenia – doświadczyli tego moi koledzy. No ale buranem jest szybciej i nie ciągnie się ciężkich sani.
Załatwianie potrzeb fizjologicznych – tych większych – nie jest prostą sprawą! I nie ma z tym żartów. Odmrożenie następuje szybko. Tak więc trzeba się dobrze przygotować do tego procesu i wykonać procedurę bardzo szybko.
Najłatwiejszy do podróżowania po dalekiej północy jest samolot lub śmigłowiec, siada się wygodnie i leci.
Na zamieszczonych fotografiach chcę pokazać niewielki fragment najzimniejszego miejsca na Ziemi w którym też żyją ludzie.
Foto: Krzysztof SZAFRAN i Marcin OSMAN
Krótkie filmy z wyprawy:



autor: Krzysztof SZAFRAN

Udostępnij

Dodatkowe informacje

Ogłoszenie wprowadził/a:

Data ogłoszenia:

Aktualizacje:
  • 11 września 2015 o 11:36:30 [Current Revision] przez admin
  • 26 lipca 2015 o 14:39:08 przez admin